Wygląda na to, że jesteś tu po raz pierwszy - może skorzystasz z powiadomień o nowym wpisie dzięki kanałom RSS. Kanały RSS możesz subskrybować np. przy pomocy usługi Google Reader. Zapraszam do regularnych odwiedzin!
Wczoraj na blogu znajomej spierałem się z jedną osobą o racjonalność inwestowania w fundusze (akcji) za pieniądze z kredytu hipotecznego. Szczerze mówiąc, sama taka sugestia mnie przeraziła i była dowodem jak bardzo powszechny run na inwestowanie w fundusze akcyjne potrafi zaburzyć chłodne i racjonalne myślenie.
Wszystko zaczęło się od tego, że koleżanka pożaliła się na brak pieniędzy na położenie parkietu w remontowanym mieszkaniu, które wiosną kupiła na kredyt. Teraz zastanawia się czy go nie zwiększyć albo wziąć jakąś pożyczkę. Ja uważam, że mogłaby się spokojnie starać o zwiększenie kredytu hipotecznego, a w ogóle o renegocjację warunków, bo przez te 10 miesięcy od kupna mieszkania, jego wartość wzrosła o jakiejś 20-30%, a zatem zwiększyła się relacja udziału środków własnych w stosunku do kredytu, czyli magiczny wskaźnik LTV. Bank skłonny byłby więc obniżyć marżę na kredycie, a w rezultacie przy tej samej wysokości raty mogłaby spłacać większy kapitał.
Ale to nic, bo w komentarzach do wpisu padła propozycja, żeby zwiększyć kredyt niezależnie od tego, czy te pieniądze pójdą na parkiet, czy nie i zainwestować je np. w fundusz akcji. Autor pomysłu stwierdził, że on tak zrobił rok temu po sprzedaży mieszkania i przez ten rok miał 40% zysku. Pomijając już sam fakt, że wyniki historyczne nie są żadną gwarancją rezultatów przyszłych i to, że giełda wreszcie zaczyna wykazywać pewne symptomy przegrzania koniunktury, a więc wzrosty w najlepszym wypadku będą zahamowane, to inwestowanie pieniędzy z kredytu hipotecznego w akcje uważam za pomysł wołający o pomstę do nieba.
A namawianie do tego osoby zupełnie nieświadomej rynków finansowych może się dla niej skończyć źle. Jednego można być pewnym - kredyt będziemy musieli spłacić, a na zyski z akcji co najwyżej możemy liczyć i to raczej w długim niż krótkim okresie. Bank będzie się domagał spłaty rat kredytowych miesiąc po jego udzieleniu, a co jeśli na zyski z akcji przyjdzie czekać lata? Momentalnie rozejdą się nożyce wyznaczane przez dochody i wydatki, zatem istnieje wysokie prawdopodobieństwo popadnięcia w kłopoty.
Takie porady są przerażające, bo są dowodem jak bardzo giełda zawróciła wielu nieświadomym osobom w głowach. Inwestowanie w akcje w szczycie koniunktury jest pomysłem mocno ryzykownym, to raz. Inwestowanie w akcje pieniędzy z kredytu hipotecznego, zamiast wkładanie ich w zwiększanie wartości mieszkania jest, mówiąc eufemistycznie, mocno ryzykowne, to dwa. Trzy, ryzykowne jest wreszcie inwestowanie wszystkich pieniędzy w jednym okresie, zamiast odkładania drobnych sum, ale systematycznie.
Mam nadzieję, że znajoma nie da się złapać na takie porady.
Polecam także inne wpisy: