Wygląda na to, że jesteś tu po raz pierwszy - może skorzystasz z powiadomień o nowym wpisie dzięki kanałom RSS. Kanały RSS możesz subskrybować np. przy pomocy usługi Google Reader. Zapraszam do regularnych odwiedzin!
Pomysłowość rodaków i mnogość błędów systemu nigdy nie przestaną zadziwiać. Kilka dni temu portal finansowy Bankier.pl opublikował artykuł z “Gazety Finansowej” pod tytułem “Jak porzucić pracodawcę i dostać za to odszkodowanie”.
Jeśli ktoś jest gotowy zaryzykować (podwójnie), to może wyjechać na kilka miesięcy za granicę w poszukiwaniu pracy i zostawić za sobą porzucone stanowisko pracy. Przy sprzyjających wiatrach po powrocie będzie się mógł w pracy stawić z powrotem, a jeśli pracodawca spróbuje mu w międzyczasie wypowiedzieć umowę, luki w prawie pozwolą mu pracę odzyskać.
Problem w tym, że
Aby skutecznie zwolnić pracownika, należy dostarczyć mu oświadczenie woli (pismo) w sposób taki, aby mógł się zapoznać z jego treścią.
Z punktu widzenia pracownika
wysłanie listu poleconego nie wystarczy, pracownik bowiem nie odbierze korespondencji. Można wysyłać pisma kilkakrotnie, ale jeżeli nikt korespondencji nie odbiera, to nie jest ona doręczona
Tym samym pracodawca jest praktycznie ubezwłasnowolniony. Ale najlepsze dopiero przed nami:
Pracownik po powrocie z udanego wyjazdu zgłosi się do Sądu Pracy z roszczeniem, że stosunek pracy trwa nadal. Jako uzasadnienie poda fakt nieotrzymania pisma o rozwiązaniu umowy o pracę i ochronę związkową.
a w rezultacie Sąd Pracy uzna, że naruszono prawa pracownika i nie dość, że przywróci go do pracy, to jeszcze przyzna mu odszkodowanie.
Polska to jednak piękny kraj, z punktu widzenia pracownika, bo dający pracę mogą mieć na ten temat inne zdanie.
Szkoda tylko, że ja sobie na taki numer nie mogę pozwolić…
Polecam także inne wpisy: