Wygląda na to, że jesteś tu po raz pierwszy - może skorzystasz z powiadomień o nowym wpisie dzięki kanałom RSS. Kanały RSS możesz subskrybować np. przy pomocy usługi Google Reader. Zapraszam do regularnych odwiedzin!
Jeśli mój deweloper się sprawi, to mniej więcej w połowie maja powinienem składać wniosek o kredyt hipoteczny, jednakźe juź od jakiegoś czasu przeglądam oferty banków i sprawdzam swoją zdolność kredytową. Problem w tym, że kalkulatory kredytowe dostępne na różnych stronach internetowych, jak i szybkie oceny zdolności przez pracowników banków obciążone są dużym ryzykiem. A to ryzyko związane jest z moją historią kredytową.
Co prawda wiem, że nigdy nie miałem problemów z obsługą zadłużenia, tj. trudności z terminowym regulowaniem zobowiązań, jednak nie wiem np. jak bank potraktuje moje spóźnienie w spłacie kwoty minimalnej na karcie kredytowej, o którym pisałem kilka dni temu (Cena sklerozy). Przypuszczam, że nie stanowi to problemu. Ale np. mój dawny bank, od którego z wielką ulgą uciekłem kilka lat temu (Pekao S.A. - najbardziej niechętny klientowi ze wszystkich na rynku), być moźe “zapomniał” powiadomić Biuro Informacji Kredytowej o uregulowaniu przeze mnie wszystkich płatności przed rozwiązaniem umów.
Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że “zapaskudzona” historia kredytowa ciągnie się za klientem przez kilka lat, a czasem wystarczy naprawdę niewiele, żeby wszystkie sporne kwestie wyjaśnić. Odkąd powstało Biuro Informacji Kredytowej banki dostały do ręki potężne narzędzie zwiększające bezpieczeństwo ich działania. Narzędzie, z którego nie wszyscy klienci muszą być zadowoleni. W skrócie system wygląda tak, że zamiast przynosić do banku, w którym staram się o kredyt, dziesiątki zaświadczeń z innych instytucji poświadczające, że nie mam problemów w obsłudze zadłużenia, bank poprzez system informatyczny sprawdza informacje o mojej historii kredytowej w jednej centralnej bazie danych. W zasadzie osoby prawidłowo regulujące swoje zobowiązania nie muszą się martwić, jednak nie raz okazuje się, źe instytucja, z którą np. już nie mamy do czynienia “zapomniała” lub była zbyt leniwa, by powiadomić BIK o tym, że wszystko u nas w porządku. Bez większych problemów można to wyprostować, trzeba jednak o tym wiedzieć i lepiej nie dowiadywać się o tym w ostatniej chwili, kiedy uprzejmy pracownik banku informuje nas, że w zasadzie jest wszystko w porządku, ale …
I właśnie tu przychodzi z pomocą instytucja raportu konsumenckiego. Raportu, który każdy może bezpłatnie zdobyć w BIKu nie częściej niż raz na 6 miesięcy (Regulamin udostępniania raportów konsumenckich pkt. II.2). Co trzeba zrobić? Wystarczy ze strony internetowej Biura Informacji Kredytowej ściągnąć formularz wniosku, wypełnić go i albo wysłać listem poleconym, albo dostarczyć osobiście do Biura Obsługi Klienta w Warszawie. Analogicznie gotowy raport zostanie albo przesłany listem poleconym, albo po identyfikacji klienta wydany na miejscu. Jesli nie zajdą jakieś nieprzewidziane okoliczności, np. niezgodności w bazie danych BIK-u i banków (np. różne dane adresowe), to BIK ma 30 dni na przekazanie osobie wnioskującej, gotowego raportu. A wtedy można rozpocząć oczyszczanie historii kredytowej.
Właśnie dlatego dwa dni temu odwiedziłem urząd pocztowy, wysłałem list i teraz będę oczekiwał na odpowiedź. Ciekawe czego się o sobie dowiem…
Polecam także inne wpisy: