Wygląda na to, że jesteś tu po raz pierwszy - może skorzystasz z powiadomień o nowym wpisie dzięki kanałom RSS. Kanały RSS możesz subskrybować np. przy pomocy usługi Google Reader. Zapraszam do regularnych odwiedzin!
Czy ktokolwiek naprawdę sprawdza podpisy na kartach kredytowych, które przecież mają być jednym z zabezpieczeń chroniących przed nadużyciami? Z własnego doświadczenia wiem, że jest z tym różnie, a teraz dodatkowo trafiłem na stronę, na której użytkownik karty zakpił sobie wręcz z systemu, wskazując jego ewidentną słabość - ludzi.
Na stronach The Credit Card Prank i The Credit Card Prank II można znaleźć informacje o tym, jak pewien właściciel karty bawił się podpisami i testował, czy kasjerzy zwracają na nie uwagę.
Okazuje się, że nawet artystyczne rysunki na potwierdzeniach transakcji nie wzbudziły nieufności sprzedawców. Brzmi niebezpiecznie i de facto takie jest. W przypadku banków, które wydają karty i przy autoryzacji transakcji wymagają jedynie podpisu (a nie np. wprowadzenia kodu PIN), to bardzo łatwy sposób na kradzież. Oczywiście nawet poważny podpis da się podrobić, jednak trzeba w to włożyć trochę wysiłku. Sprawa jest prostsza jeśli sprzedawca nie przykłada należytej staranności do swoich obowiązków…
Dawniej wydawało mi się, że karta kredytowa ze zdjęciem powinna zwiększać bezpieczeństwo transakcyjne, ale kiedy takową zamówiełem i zacząłem używać, okazało się, że ani razu sprzedawca nie zwracał uwagi na fotografię. Okazała się niepotrzebnym bajerem. Nie dziwi więc, że niektórzy umieszczali na karcie zdjęcie małpy i nikt ze sprzedawców się nie zorientował.
Jaka z tego płynie lekcja? Jeśli zależy nam na bezpieczeństwie własnych pieniędzy, a wybraliśmy bank wydający karty, a niewymagający przy tym autoryzacji z użyciem PIN-u, warto samodzielnie wymagać od sprzedawców, aby porównywali podpis na karcie z podpisem na wydruku potwierdzenia. Jeśli nauczą się właściwie podchodzić do transakcji na nas, będą lepiej sprawdzali innych, a wtedy bezpieczeństwo naszych pieniędzy wzrośnie.
Polecam także inne wpisy:
[…] Kiedy odeszliśmy od kasy, znajoma mnie trąciła, pokazała niepodpisaną kartę i załamała ręce. I jak tu samemu przykładać wagę do zabezpieczeń kart, kiedy najsłabszym ogniwem jest kasjer i nawet najbardziej wymyślne podchody z naszej strony nic nie pomogą. Mniej więcej dwa tygodnie temu robiłem zakupy w Tesco i facet przede mną też nie miał podpisu na karcie. Kasjerka poprosiła go w takim razie o dokument tożsamości, ale i tego nie miał. Ostatecznie skończyło się na tym, że wygrzebał jakąś legitymację biblioteczną (ze zdjęciem) i babka machnęła reką. […]
Odpowiedź dużo po czasie, ale co tam.
Podpis ma tę niebagatelną przewagę nad pinem, że w przypadku reklamacji bez trudu udowodnimy swoje racje i zgodnie z prawem i umową dostaniemy pieniądze z powrotem. Natomiast w przypadku kradzieży karty połączonej z podpatrzeniem pinu jesteśmy okradzeni definitywnie. Tak więc nie ma znaczenia sprawdzanie podpisu, znaczenie ma rozwiązywanie reklamacji. W skrócie - podrobiony podpis okrada bank, pin okrada nas.